Weekend z Haczkiewiczem


Autor: Anna Kiczko | Opublikowano: 02.03.2016 | Kategoria: Z historii Akademii


Weekend z Haczkiewiczem

Przez trzy dni, od 4 do 6 marca, w Zieleńcu k. Dusznik trwać będzie „Weekend z Haczkiewiczem”, zorganizowany przez Konwent AWF oraz Stowarzyszenie „Zieleniec”. Chodzi o uczczenie wspaniałej postaci – doc. Bronisława Haczkiewicza, „profesora nart”, nauczyciela akademickiego, przedwcześnie zmarłego w 1981 roku. W bogatym programie sportowo-artystycznym nastąpi m.in. odsłonięcie Jego pomnika autorstwa Agaty Radomskiej1. Odbędzie się także jubileuszowy XXX Memoriał im. Bronisława Haczkiewicza w narciarstwie alpejskim, rozgrywany corocznie na stokach Zieleńca.

 

 

Program imprezy

 

Bronisław Haczkiewicz ukończył studia we wrocławskiej ówczesnej Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego z tytułem magistra, gdzie podjął pracę jako asystent, specjalizując się w grach sportowych i narciarstwie. Prowadził ze studentami ćwiczenia z gier zespołowych, a zimą na obozach – naukę jazdy na nartach. W roku 1969 uzyskał stopień doktora nauk kultury fizycznej, a od 1974 r. zatrudniony był jako docent kontraktowy w Zakładzie Sportów Zimowych. Jego zainteresowania skupiały się wokół rekreacji, wychowania fizycznego, wychowawczego znaczenia sprawności narciarskiej, zarówno wśród początkujących narciarzy, jak i wśród szczególnie uzdolnionych, uprawiających sport wyczynowy. Wyniki swoich badań publikował w licznych pracach. Mimo zebrania dużego materiału badawczego, nie zdążył wykorzystać go do poszerzenia swojego dorobku habilitacyjnego czy profesorskiego, ponieważ pochłaniały go także działania wokół praktyki. Był twórcą teorii nart krótkich, nazwanej metodą CDN (coraz dłuższych nart). Idea tej teorii nie od razu został zaakceptowana w kraju. Swoje pierwsze krótkie narty skonstruował sam, wykorzystując stary, połamany sprzęt. Przez pięć lat zbierał doświadczenia na obozach zimowych studentów wrocławskiej AWF. Dopiero w 1971 roku na centralnym szkoleniu instruktorów w Zakopanem i Szczyrku przedstawił wraz z grupą uczelnianych instruktorów swoje osiągnięcia. Pokazy wzbudziły sensację i zainteresowanie, a parę lat później dzięki zdolnościom organizacyjnym i własnemu uporowi spowodował, że jedyna w Polsce fabryka nart w Szaflarach zaczęła produkować narty krótkie. Wprowadził w czyn metodę nauczania „wszystkich wszystkiego”, czyli jazdy na nartach osób nawet bardzo mało sprawnych w bezpieczny sposób. Dociekania teoretyczne nad całorocznym treningiem wybitnych narciarzy łączył z praktyką, prowadząc dla nich obozy letnie, poświęcając im cały swój wolny czas, łącznie z urlopami.

– Kiedy Go wspominamy, zawsze jawi się nam jako perfekcjonista, niewątpliwie najlepszy w Polsce demonstrator techniki narciarskiej – napisali B. Czabański i J. Lesiewski w artykule pt. Bronek, w „Życiu Akademickim”, nr 95/2003 s. 17. – Potrafił pokazać każdą ewolucję narciarską, jak na filmowej powtórce w zwolnionym tempie, i tak dokładnie, jak najlepsi łyżwiarze w czasie programów obowiązkowych – wspominają autorzy artykułu. Piszą, że wykorzystywał każdą okazję, aby pogłębiać i doskonalić swoją wiedzę i umiejętności nie tylko w Polsce, ale również we Francji i Austrii. Wychował wielu nauczycieli akademickich, specjalizujących się w narciarstwie, a utworzony przez Niego w latach 70. Zakład Sportów Zimowych miał na koncie liczne osiągnięcia sportowe i dydaktyczne. Mimo jego wielkiej pracowitości znajdował jeszcze czas na działalność kulturalną. Był utalentowany muzycznie, grał na skrzypcach, akordeonie i pianinie, doskonale tańczył, był świetnym współorganizatorem wielu spotkań kulturalnych i koleżeńskich.

 

Dlatego w trzydniowym programie „Weekendu z Haczkiewiczem” obok imprez sportowych znalazły się także imprezy muzyczne, jak „Wieczory muzyczne im. B. Haczkiewicza” czy „Jazz i narty”.

 

O systemie organizacji obozów – autorskim projekcie Bronisława Haczkiewicza, będącym unikatowym rozwiązaniem, pisze na swoim blogu Marek Stasiak, asystent Zakładu Sportów Zimowych w swoim emocjonalnym, sentymentalnym wspomnieniu „o wielkim Nauczycielu, który dzielił się z nami swoją pasją, pokazując narciarstwo jako wielobarwną filozofię życia, wychowania oraz sportu wyczynowego”.

 

– Miałem zaszczyt być Jego asystentem w ostatnich siedmiu latach Jego życia: 1976 – 1981, zafascynowany niespotykaną skromnością i jednocześnie charyzmą, jaką się cieszył szczególnie w środowisku trenerów i instruktorów narciarstwa – pisze Marek Stasiak. – Uczestnicząc wspólnie z Haczkiewiczem w licznych konferencjach i kursach szkoleniowych, organizowanych przez PZN, byłem świadkiem wielu Jego wykładów, rozmów i konsultacji z całą plejadą polskich trenerów, składanych hołdów i wyrazów uznania za ogromny jego wkład we wzbogacenie warsztatu treningowego naszych zjazdowców, biegaczy i skoczków. Siostry Tlałki, Łuszczek, Bobak, Staszel - to tylko skromna część utytułowanych sportowców, których trening oparty był na fundamentach osławionej metody „H-67”. Trenerzy Budny, Kozak, Kaim, Grocholska – to ludzie, którzy chylili czoła przed naszym „Bronkiem”, okazując mu swój szacunek, wielką sympatię i ogromne zaufanie.
Nas, swoich asystentów, zachwycał oryginalnym i niepowtarzalnym „stylem” realizowanej przez siebie dydaktyki. Była ona kompilacją cennych obserwacji i gromadzonych doświadczeń z uczestnictwa w wielu kursach szkoleniowych i konferencji odbywających się poza krajem: we Włoszech, Francji, Austrii, jak również własnych prób i doświadczeń, wspieranych poradami osób kompetentnych, zawsze znajdujących się chętnie w otoczeniu Haczkiewicza. W tej właśnie aurze powstawał wspaniały, autorski „system” organizacji obozów szkoleniowych, angażujący wszystkich uczestników w wielu dziedzinach, począwszy od podstaw kultury osobistej, poprzez niemal wszystkie dyscypliny sportów zimowych, gier i zabaw na śniegu, kończąc na udziale w zawodach sportowych i konferencji naukowej. Było to całe spektrum warsztatowe, wyposażające studentów naszej Akademii w wiele wartościowych umiejętności, przydatnych w późniejszym życiu zawodowym, niekoniecznie ograniczającym się do działalności nauczycielskiej. Będąc sam ogniwem systemu Haczkiewicza, próbowałem kontynuować te działania podczas nieobecności naszego Patrona (1979-1981), spowodowanej przewlekłą chorobą.

 

Przytaczam w tym miejscu cały tekst wspomnienia Marka Stasiaka o „profesorze” narciarstwa – Bronisławie Haczkiewiczu, aby osoby dzisiaj pracujące na Uczelni, które nie miały możliwości spotkania na swojej drodze tego wielkiego Nauczyciela i Trenera, mogły poznać system Jego pracy. Osobiście znałam doc. B. Haczkiewicza, ponieważ często przyjeżdżałam na narty do Zieleńca, zapraszana przez mojego rodzonego brata Marka Stasiaka – autora przytoczonego wspomnienia. Było to w czasie, kiedy B. Haczkiewicz nie czuł się już najlepiej. Nie chciał nic jeść. Korzystając z tego, że lubił rozmawiać ze mną na różne tematy, najchętniej o wizjach rozwoju Zieleńca jako miejscowości rekreacyjnej dla narciarzy, jego asystenci prosili mnie, abym podawała mu przyniesione ze stołówki posiłki, czy to śniadanie, obiad, czy kolację, rozmawiając z Nim, a raczej „zagadując” Go dla niepoznaki, żeby tylko cokolwiek przełknął. I, o dziwo, udawało się!  (przyp. red.: Anna Kiczko)

 

Przejdźmy jednak do początków współpracy mojego brata Marka Stasiaka z Bronisławem Haczkiewiczem, która datuje się od roku 1976.

– Byłem wówczas studentem III roku, uczestnikiem specjalizacji narciarskiej, ale również szefem kultury studenckiej w samorządzie AWF oraz współtwórcą kabaretu „DRYZG”. I właśnie w trakcie tej zimy otrzymaliśmy jako kabaret zaproszenie do Zieleńca na występ od młodszego rocznika studentów odbywających swój pierwszy obóz zimowy. Po tej imprezie, podczas długiego „posiadu” z Hakiem (taką miał ksywkę nasz Szef na Uczelni), narodził się pomysł mojego angażu na kolejnych obozach w charakterze animatora kultury i rozrywki.
To był krok milowy, decydujący o dalszym moim życiu, ważącym o pewnych umiejętnościach i nawykach, mający dla mnie fundamentalne znaczenie do dnia dzisiejszego. Spędziłem w Zieleńcu resztę sezonu, prowadząc zajęcia popołudniowe z kultury studenckiej, pomagając studentom organizować różne formy działań rozrywkowych i artystycznych, będących integralną częścią zajęć programowych. Rano doszkalałem się zawzięcie z techniki narciarskiej, korzystając gorliwie z instruktażu Haczkiewicza. Te – czasami indywidualne – lekcje były dla mnie zaszczytem, ale i okazją do dynamicznego rozwoju, stanowiącego niezwykle ważne podwaliny moich późniejszych etapów życia zawodowego, uzyskiwania uprawnień i kompetencji. Konsekwencją tak zorganizowanego początku mojej pracy w Zakładzie Sportów Zimowych był kolejny etap, zapoczątkowany w następnym roku akademickim. Będąc studentem IV roku, zostałem stażystą, przechodząc jednocześnie na indywidualny tok studiowania. Podczas następnego sezonu, już w nieco innej roli, współuczestniczyłem w organizacji obozów zimowych, krok po kroku poznając metodykę tych przygotowań, biorąc udział we wszystkich pracach, poznając detale prozy organizacyjnej, dotyczące zaopatrzenia, wyposażenia, obiektów noclegowych i dydaktycznych, oraz zapoznając się ze szczegółami programowymi oraz dydaktycznymi. Wspomnę, że w tamtych czasach, przy ogólnie panujących niedostatkach, organizacja pobytu 150 osób na obozie studenckim z pełnym wyżywieniem, zakwaterowaniem i z zachowaniem funkcjonowania infrastruktury technicznej były niewyobrażalną „jazdą bez trzymanki”. Wszystko jednak działało, obozy były realizowane w zgodzie z przyjętymi wcześniej, bardzo ambitnymi założeniami.

W tym miejscu widzę sens opisania „systemu”, będącego unikatowym rozwiązaniem, autorskim projektem Bronisława Haczkiewicza.

 

  • Wstępna faza organizacyjna obozu

Pierwszy dzień – przyjazd i zakwaterowanie uczestników, pierwszy apel ze sprzętem narciarskim. Po przeglądzie ekwipunku i sprzętu, podział wstępny na grupy narciarskie, w którym nie stosuje się kryteriów sprawnościowych – studenci zapoznawani są z elementarnymi umiejętnościami poruszania się na nartach po płaskim terenie, wykonywaniem zwrotów i zmiany kierunku. Dużą uwagę skupialiśmy na umiejętności upadania i podnoszenia się. Organizując ćwiczenia w 2 i 3 osobowych zespołach, wyposażaliśmy studentów w pierwsze doświadczenia jazdy wyciągiem. Etap ten kończył się pierwszymi zjazdami na wprost oraz próbami zmiany kierunku jazdy przestępowaniem i pierwszymi próbami hamowania. Po tym wstępie każdy student kierowany był na „test trójkąta” autorstwa Haczkiewicza. Prosta próba z użyciem 3 tyczek i stopera. Przejazd przypominający jazdę po kopercie na stoku o niewielkim nachyleniu (ok.15 stopni), wyniki uczestników ułożone w liście rangowej sprawiały bardzo prosty system podziału uczestników na grupy sprawnościowe, niemal w 100% odpowiadający umiejętnościom narciarskim oraz predyspozycjom rozwojowym. Rewelacyjny test, dzięki któremu ograniczaliśmy niemal do zera ryzyko trafienia do nieodpowiedniej dla poziomu sprawności studenta grupy.
Popołudniowa część dnia pierwszego odbywała się już w „sali wykładowej” oraz innych pomieszczeniach przeznaczonych do zajęć teoretycznych. Głównym aktorem tego spektaklu był sam Szef, witając po raz kolejny wszystkich uczestników obozu, przedstawiając siebie i kadrę szkoleniową.
Na samym wstępie spotkania inaugurującego obóz ustanawiane były pierwsze i najważniejsze zasady uczestnictwa. Wspomniałem wcześniej o elementach kultury osobistej, to jej dedykowane były dwa słynne i wartościowe powiedzenia Haka. Ponieważ mieliśmy do czynienia z ludźmi o zróżnicowanej kulturze, oddawaliśmy im obiekty i kosztowny sprzęt, poświęcając swój czas i atencję, słyszeliśmy: „Czujcie się jak u siebie w domu, ale nie zapominajcie, że jesteście tu gośćmi”. Bardzo znaczące było również pouczenie: „Wódkę pije się z głową, a nie z kiełbasą”, gdyż na miejscu działał „Ski-Bar” w którym – już po zajęciach – można było wypić piwko, zjeść kiełbaskę z grilla, a nawet zamówić pięćdziesiątkę. Szef tłumaczył: wszystko dla ludzi, tym bardziej, że już pełnoletnich, czasami nawet będących rodzicami. Po tym bardzo oryginalnym i okraszonym lekką nutką humoru wystąpieniu, każdy z nas otrzymywał z rąk Szefa listę z nazwiskami uczestników grupy. Ten zaś, po wyczytaniu swoich podopiecznych, zabierał ich do wyznaczonego miejsca, co było przejściem do najważniejszej fazy organizacyjnej obozu.

 

  • Zadania fakultatywne

Każdy z uczestników obozu w trakcie jego trwania zobowiązany był do zrealizowania indywidualnego zadania. Projekt Haczkiewicza zawierał listę zadań, spośród których każda osoba w grupie mogła sobie wybrać to najbardziej odpowiednie do własnych predyspozycji i zainteresowań. Najważniejszą dziedziną był proces dydaktyczny, dlatego też wyłoniono grupę jego obserwatorów i rejestratorów zdarzeń. I tak w grupie tej obserwowane były następujące procesy pozwalające na wyłonienie wymienionych niżej zadań:

  • rejestracja efektywności nauczania – rejestracja czasu efektywnych ćwiczeń odbywających się podczas lekcji,

  • liczba zjazdów wykonywanych przez uczestników w jednostce lekcyjnej oraz liczba wykonanych skrętów w zjeździe,

  • liczba upadków – każdy student musiał notować swoje upadki na tzw. godzinowej osi lekcji, podając dane na koniec lekcji osobie odpowiedzialnej za zebranie wyników całej grupy,

  • ocena poszczególnych ewolucji, będących dominantami programu nauczania danej grupy – na każdym etapie pośrednim zajęć instruktor oceniał poziom ćwiczącego, posługując się skalą punktową bądź stoperem, mierząc czas przejazdu na wspomnianym wcześniej „trójkącie”.

Kolejna grupa zadań dotyczyła obserwacji wpływu ćwiczeń na organizm narciarza oraz definiowania coraz bardziej rozwijającej się rekreacji narciarskiej, której miarą były setki samochodów i autobusów przywożących do Zieleńca narciarzy z okolicznych miejscowości Dolnego Śląska, co jednocześnie umożliwiało studentom integrację, wręcz utożsamianie się z subkulturą narciarską; dotyczyło to głównie dni świątecznych i niedziel. Wyodrębniono zatem następujące zadania:

  • obserwacja częstości tętna po wytypowanych częściach lekcji wraz z rejestracją czasu dojścia do tętna spoczynkowego – każdy uczestnik liczył swoje wyniki, następnie podając je osobie rejestrującej wyniki całej grupy,

  • badania laboratoryjne – każdy student poddany był badaniom mierzącym pojemność płuc – działo się to najczęściej w 2-3 etapach obozu, zadaniem kolejnej osoby było zbieranie i podsumowanie wyników tego badania,

  • tworzenie i przeprowadzanie ankiet mających na celu rozpoznanie potrzeb, motywów, skali oraz zakresu narciarstwa rekreacyjnego.

Dla obu tych grup, oprócz samego zbierania danych i obserwacji, najważniejszym momentem, mającym wpływ na zaliczenie swojej funkcji, było wystąpienie na mini-konferencji naukowej z referatem podsumowującym i interpretującym poczynione obserwacje. Odbywało się to w majestacie powagi, ogromnej emocji i rywalizacji, a rangę tych wystąpień podnosiła obecność zapraszanych gości – często byli to nasi profesorowie i adiunkci. Pewnie nie wymienię wszystkich, ale w mojej pamięci są ci najbardziej zaprzyjaźnieni z nami: B. Czabański, K. Stańkowska, T. Bober, Cz. Buczek, K. Świerczyńska, R. Jezierski, A. Kaczyński, M. Zatoń, R. Piesiewicz, M. Dochniak i in. Nie dość, że bywali konsultantami tych referatów, to bardzo często je recenzowali, wyławiając co zdolniejszych studentów do grupy swoich późniejszych seminarzystów.

Ostatnią grupę fakultatywną stanowili studenci działający w sferze społeczno-rozrywkowej. Zadania układały się w taki sposób, aby zarazem uprzyjemnić sobie pobyt podczas obozu, ale i zrozumieć wszystkie problemy związane z jego organizacją. Były to następujące zadania:

  • kronikarz – osoba będąca kronikarzem miała do dyspozycji sprzęt fotograficzny oraz profesjonalną ciemnię, wyposażoną niemal we wszystkie urządzenia, materiały i odczynniki do wywoływania zdjęć (nie było wówczas aparatów cyfrowych!). Zaliczeniem obozu była gazetka ścienna, ilustrująca wszystkie najbardziej interesujące wydarzenia grupy;

  • organizator czasu wolnego – osoba ta miała zainspirować grupę i przewodniczyć jej przy organizacji imprezy rozrywkowej bądź artystycznej dla wszystkich uczestników obozu; pomysłów było bez liku, m.in. turnieje grup, programy kabaretowe, konkursy piosenkarskie i recytatorskie, rewie, recitale, happeningi plastyczne, eventy plenerowe, itd.
    W większości tych wieczorów aktywny udział brała również kadra obozowa, co w istotny sposób „uszlachetniało” relacje studentów z pracownikami dydaktycznymi;

  • organizator – koordynator grupy – osoby te sprawowały nadzór nad prawidłowym działaniem wszystkich służb obozowych, zabezpieczających zakwaterowanie, wyżywienie oraz prawidłowe funkcjonowanie urządzeń, w tym wyciągów narciarskich; do zadań koordynatorów należało pilnowanie porządku w najbliższym otoczeniu grupy podczas zajęć, przerw i wszelkich działań dodatkowych;

  • sprzętowy – ta funkcja była niezmiernie ważna przez wzgląd na dość duży wachlarz sprzętu wykorzystywanego podczas zajęć, a to z kolei podyktowane było samym programem obozu, uwzględniającym następujące dyscypliny:

    • narciarstwo zjazdowe - zabezpieczenie tyczek, kluczy do wyciągów zaczepowych, innych potrzebnych do realizacji lekcji przyborów,

    • narciarstwo biegowe – zorganizowanie sprzętu biegowego z dostępnej dla nas wypożyczalni,

    • saneczkarstwo – współudział w budowie toru saneczkowego, wypożyczenie sanek,

    • skiboby – zabezpieczenie odpowiedniej ilości skibobów, nartek oraz innych przyborów,

    • skoki narciarskie – współudział przy budowie prowizorycznej skoczni, zabezpieczenie nart skokowych, pomoc w przeprowadzeniu zajęć,

    • gry i zabawy na śniegu – zabezpieczenie kompletu sprzętu pomocniczego, niezbędnego do lekcji.

 

  • Podsumowanie

W latach siedemdziesiątych program studiów dziennych i zaocznych przewidywał dwa obozy w trakcie czteroletnich studiów magisterskich. Mam wrażenie, że był to najkorzystniejszy dla studentów AWF okres organizacji obozów zimowych - efekt starań naszego Szefa, jak również ogromnego wsparcia Jego idei przez ówczesne władze Uczelni, przede wszystkim rektora J. Jonkisza oraz dziekana R. Jezierskiego.
Pierwszy obóz, podczas I roku, obejmował wstępne szkolenie w wymienionych wcześniej dyscyplinach. Drugi obóz, już typowo metodyczny, ukierunkowany był na organizację i przeprowadzanie zajęć dydaktycznych. Grupami ćwiczeń byli zarówno studenci, jak i dzieci miejscowej szkoły podstawowej, a czasami młodzież przebywająca na feriach zimowych. Pamiętam też grupę niepełnosprawnej młodzieży, zaproszoną na potrzeby obozu metodycznego studentów rehabilitacji. To było bardzo ciekawe zderzenie praktyki z teorią, zapamiętane na długie lata, o czym nie raz przekonywali mnie moi byli studenci, pracujący z młodzieżą w tym lub bardzo zbliżonym systemie. Ostatni dzień obozu kończył się zaliczeniami, gdzie oprócz zaliczenia praktyki (jazda stylowa i slalom) i teorii (historia narciarstwa, metodyka nauczania, technika narciarska, i in.) konieczne było rozliczenie się z realizacji swojego zadania. Brak któregokolwiek zaliczenia skutkował koniecznością powtórzenia obozu, jednak już na własny koszt, co było bardzo dotkliwą sankcją, a zarazem niezwykłym motywatorem do pełnego zaangażowania się w życie obozowe.
Fenomenem Haczkiewicza był jeszcze jeden tkwiący w mojej pamięci system - niezwykle precyzyjna dokumentacja obozu, zilustrowana na jednej (!) kartce papieru w formacie A4. Był to kompletny rejestr wszystkich uczestników obozu, z wyszczególnieniem funkcji, wyników pierwszego trójkąta, ocen pośrednich oraz końcowych w poszczególnych przedmiotach i próbach sprawnościowych. Syntetyczna i precyzyjna baza danych, ujmująca wszystkie etapy procesów dziejących się podczas obozu, od planu poprzez jego realizację, aż po finalne ocenienie studentów, ale i również instruktorów – taka ocena była potrzebna do decyzji o dalszej współpracy z poszczególnymi instruktorami w sezonach następnych. Jakkolwiek trzonem kadry instruktorskiej byli pracownicy Zakładu, to jednak nie było nas aż tylu, żeby zabezpieczyć obsadę wszystkich grup.
W związku z tym zapraszani byli pracownicy innych zakładów: pływania, lekkoatletyki, gimnastyki, anatomii, fizjologii i in. Wszyscy musieli mieć ważne uprawnienia instruktorskie, dlatego też wobec bardzo wysoko stawianych wymagań Haczkiewicza, uczestniczyli w doszkoleniach i unifikacjach PZN. Była to gwarancja utrzymywania sprawności narciarskiej oraz kwalifikacji instruktorskich, poddawanych co obóz rzetelnej weryfikacji. Mowa tu o kolejnym, wyrazistym teście kompetencyjnym: organizowanymi przez Szefa pokazami metodycznymi dla studentów. Zazwyczaj odbywały się one w miejscu obecnie rozrastającej się „Szarotki”, nad drogą, tuż nad „Hanką”. Ustawialiśmy studentów w dwóch szpalerach, pozostawiając dość szerokie pole kadrze instruktorskiej, która stanowiła zespół demonstratorów. Szef, posługując się megafonem, wywoływał każdego z nas do prezentacji wybranej ewolucji. Trzeba było wielkiego skupienia i precyzji, aby spełnić oczekiwania przeważnie bardzo krytycznego Haka. O ile elementy prezentowane były zgodnie z jego oczekiwaniami, było miło, zdarzały się jednak wpadki, co Szef stanowczo podkreślał, zwracając się do tej osoby per panie magistrze lub doktorze, proszę to powtórzyć! Niejednemu nogi zadrżały w obawie przed kompromitacją...
Był jeszcze jeden bardzo ważny element naszej małej społeczności zielenieckiej. Muzyka! Szef, zaraz po wojnie, utrzymywał się z zarobkowej pracy w charakterze klezmera, grając w jednym z legnickich lokali. Był multiinstrumentalistą, grał na klarnecie i skrzypcach, potrafił też grać na fortepianie. Zgromadził w Zieleńcu wiele instrumentów: dwie gitary elektryczne, perkusję, organy. Było również pianino (na którym najczęściej grałem ja), wzmacniacze, głośniki i mikrofony. Czasami, późno, już po zajęciach wieczornych, spotykaliśmy się w świetlicy „Strasznego Dworu”, gdzie muzykowaliśmy wraz z Szefem i innymi kolegami do późnych godzin nocnych. Udało nam się nawet kiedyś zebrać dość dobry skład, który zaistniał przy okazji organizacji imprezy tanecznej dla wszystkich mieszkańców Zieleńca, pracujących w naszym Ośrodku. Było to nasze podziękowanie za ich trudną i rzetelną pracę podczas sezonu 1977-78. Mieliśmy ogromną frajdę, patrząc spoza instrumentów na tańczące kucharki, kelnerki, wyciągowych, kierowców i palaczy. Ich radość i wdzięczność była również naszą frajdą – w końcu stanowiliśmy jedną, wielką rodzinę przez okres niemal 4 miesięcy w roku.

 

  • Dlaczego o tym piszę?

Bo jestem dumny z przebycia tej drogi, jaką mi wyznaczył Bronisław Haczkiewicz. Przedwczesna Jego śmierć była dla mnie wielką osobistą tragedią, gdyż bezpowrotnie straciłem szansę dalszego rozwoju zawodowego u Jego boku, nie znajdując dla siebie już nigdy innego, równie wielkiego autorytetu. Wprawdzie pracowałem na Uczelni jeszcze przez kolejne 11 lat, ale nigdy więcej nie znalazłem w sobie tyle żaru i zapału, co podczas tego wspaniałego okresu współpracy z Szefem. Jego autorski i unikatowy system organizacji obozów też z biegiem czasu ulegał dziwnym modyfikacjom, pomimo moich protestów i starań o jego zachowanie. Z końcem lat osiemdziesiątych nie pozostało już prawie nic…
Mam świadomość, że nic nie trwa wiecznie. Nikogo też nie obwiniam. Stare i dobre odeszło, już nie te budżety, nie te cele, nie te środki. „Naszego ośrodka” już nie ma, studenci uczestniczą w zajęciach, jednak na skrajnie innych warunkach. Przede wszystkim, o ile jeszcze w Zieleńcu, to w zupełnie innych realiach, z innymi ludźmi. Czy jest test „trójkąta”? Czy są te same kryteria, przedmioty, wymogi? Czy studenci dalej mogą uzyskać podstawowe doświadczenia z zakresu zjazdów, biegów, saneczkarstwa i skibobów? Doszedł snowboard! To nowość. Co przetrwało ze szkoły naszego nieocenionego Mistrza? To pytania do dzisiaj pracujących na Uczelni osób, które nie miały możliwości spotkania na swojej drodze Bronisława Haczkiewicza. Wielkiego nauczyciela i trenera, któremu jestem wdzięczny za rzetelny przekaz wszystkich tych wartości, dzięki którym jestem w tym miejscu, z którego jestem dumny i szczęśliwy.

Dziękuję Ci, Szefie, za wszystko!!!

 

Blog Marka Stasiaka

 

 

1 Agata Radomska - autorka pomnika, bsolwentka Wydziału Ceramiki i Szkła na wrocławskiej ASP. Od kilku lat prowadzi we Wrocławiu własne studio ceramiki artystycznej, gdzie z różnego rodzaju glin i mas ceramicznych powstają unikatowe przedmioty użytkowo-dekoracyjne, elementy architektoniczne i aranżacji wnętrz. 


Ostatnia aktualizacja: 2 marca 2016 20:54:22